Moje ulubione filmy z 2017 roku cz. 3 (animacje)

W reszczcie! Zakończmy to listę filmów, o których powinienem mówić rok temu! Tym razem animacje. I spokojnie w przeciwieństwie do Oskarów, ja dałem pozycje, które ZASŁYGUJĄ na wyróżnienie. Zwyjątkiem "Twojego Vinceta", bo nie miałem czasu go obejrzeć. Co muszę szczerze nadrobić.


Lego Batman

Znalezione obrazy dla zapytania LEGO BATMAN poster

Gdyby nie fakt, że Liga Sprawiedliwości wyszła w tym roku, to powiedziałbym, że 2018 był rokiem rehabilitacji DC (chociaż ten film był podobno lepszy od BvS, ale tylko "fragmentowo"). Mimo wszystko i tak dostaliśmy of WB film, który udowadnia, że filmy DC nadal mogą uznawane za królów adaptacji..., przez wyśmiewanie się z samych siebie. Tak, mówią to o Lego Batmanie.
Lego Batman jest spin-offem Lego: Przygody, filmu będące nietylko reklama tytułowych zabawek, jak również naprawdę zabawnym filmem, którego Oscary też zignorowały. W tym filmie był przedstawiony nasza klockowa wersja Mrocznego Rycerza, jako narcystyczny, edgy, pewny cool dude. I przyznam się ta wersja Batmana naprawdę, mmmm nie przyadła mi do gustu. Znaczy, nie nie nawidzę i pasuje nawet do filmu jako taki rywal dla głównego bohatera i przedstawienie Batmana w takim stylu jest odpowiednie jako satyrę. Jednak według mnia raczej nie widziałem takiej postaci jako bohatera solowego filmu. Choć fajnie było się z niego wyśmiewać, to wątpiłem, czy da się polubić postać z takim ego. A film odpowiedział, żeby trzymał mu piwo.
Tu powiedział bym fabułę filmu, ale szczerze nie jest ona aż tak ważna. "A Joker i jego ekipa zagrażają miasta, Batman musi się nauczyć współpracy, by go powstrzymać". jest akurat planie to, oczywiście, humor jak również czym film jest. Lego Batman to nie tylko świetna parodia tego bogatera, jak również jeden wielki easter egg o tej postaci. W tym filmie pojawią się każda postać jaką mogliście zobaczyć albo w komiksach, filmach, kreskówkach, a nawet tych najbadziej niższowych postaci jakich mogą znać, tylko hardcorwoe postacie. Poważnie, jest tam pełno odniesień do historii, wątków, różnych inkarnacji nietoperza, a film wykorzystuje każdą sytuację by się z tego nabijać. Nie trzeba oczywiście znać każdej aluzji by złapać żart, ale powiem szczerze, że znanie tego sprawi, że zaczniecie się albo śmiać bardizeć, lub powiedzień "I see what you did there". Na serio, to wystarzczający powód, by obejrzeć tą animację. 
OK, ale mogę co mi się jednak podoba w fabule, to jest story arc Batmana. Choć wcześniej powiedziałem, że nie uznawał klockowego Batska za obry materiał jako gwiazdę filmu, to przyznam się błędu, gdyż ta wersja (grana przez Willa Arnetta z "Bojacka Horsemana") jest na tyle zabawna w każdej scenie w jakiej jest, że trudno nie oderwać od niej wzroku. Plus, jak mówiełem wcześniej jego story arc mi się podoba, gdyż opiera się o coś, co w innych mediach było raczej mało co podkreślanie. A konkretnie śmierć jego rodziców. I zapewne powiecie "przecież śmierć rodziców Batmana jest dosłownie pokazywana w każdym kolejnym reboocie, niby co jest tak w tym unikalnego". A to, że pokazuje to jak inaczej wpływa na niego ta śmierć. Nie jako motywacja do walki ze złem, ale jako strach przed założeniem nowej rodziny i ponownej utracie. Tutaj mamy pokazane dlaczego Batman jest samotnikiem i jaki to ma wpływ na jego najbliżysz. Wielu ludzi mówi, że działania Batmana są ogólnie z powodowane traumą po utracie rodziców i jest tak na prawdę chorym psychiczne człowiek. Oczywiście, film tego akurat nie potwierdza, ale jest blisko podania takiej sugesti. Nie colowo, ale można tak to zinterpretować.
Nie oznacza to, że film ma wady, przykładowo ostatni akt był nieco rozczarowującym wykonaniem, głównie dlatego, że (LEKKI SPOILER), film zaczyna być crossoverem z innymi markami filmowymi należącymi do Wanrer Bros. Nie mówię, że to jest koniecznie złe, ale nie mogliby użyć poprostu innych postaci z uniwersum DC. Bah, Justice League była w tym filmie na dwie minuty i nie pojawia się ponownie. Nie można byłoby ich użyć? No i jest jeszcze romans pomiędzy Batmanem, a Barbarą Gordon. OK, to nie jest wada w sama w sobie, ale nie mogę przestać przypominć o czymś innym, gdy na nich patrzę (przynajmniej Barbara jest w tej wersji pełnoletnia).
Zanim jednak przejdę, chce tylko coś powiedzieć o dubbingu filmu. Jeśli nie słyszeliście, to film był puszczany w nie których filmach w wersji angielskiej, jak i polskiej (zapewne z powodu chęci fanów do posłuchania oryginalnych aktorów). Z czasem dowiedziałem, że polski dubbing był mocno krytykowany, przez co musiał przeczekać seans, by obejrzeć wersję oryginalną (w moim kinie nie grali). Obejrzawszy obie wersje, mogę szczerze powiedzieć, że ta polska jest ... nie taka zła. Mówiąc to uważam, że głosy brzmiały przyzwoicie, większość żartów było w porządku przetlumaczona i ogólnie nie żałowałem seansu. Przyznaję, jedynym pierwsze wrażenia tego dubbingu miałem z zwiastunów, który tam był akurat okropny, ale w filmie nie był tak zły. Nie wiem, może to w kinie był w słabszej jakości, może mialem naprawde niskie oczekiwania, ale szczerze powiem - dubbing nie jest zły. Wciąż wolę oryginał mimo wszystko. 


Coco

Podobny obraz

Dobra. Udawajmy, że skandal w Pixarze, jak również "short" z Olafem nie miał miejsca.
Ok, Coco opowiada o chłopcu Miguelu, który chce zostać muzykiem, lecz wprzeciwia się temu cała rodzina, która widzi muzykę jako zło, z powodu urazy z przeszłości. Chłopiec jednak postanawia iść za swoimi marzeniami i kradnię gitarę swojego prapradziadka, by módz wystąpić na konkursie. Niestety spadła na niego klątwa, przez którą został wysłany do świata umarłych i musi powrócić do domu zanim będzie zapuźno.
Coco jest praktycznie filmem zdecydowanie Pixaroswkim, gdyż jest tam wiele rzeczy jakie można było się spodziewać, zarówno dużo śmiechu jak i płaczu. Lecz, czyni Coco wyjątkim jest jego, jakby to powiedzieć, "meksykańskość". Chodzi mi o to, że cały film opiera się o kulturę meksykańską,  tamtejsze zwyczaje i wszczególności święto zmarłych i co ono oznacza. Poważnie, w oryginalnej ścieżce dźwiękowej zatrudniono aktorów z meksykańskiego pochodzenia. I tak powinno się robić filmy z różnością etniczą, używaj jej jeśli jest częścią filmu, a nie po to żeby była bo SJW tego zażądzają. Muzyka i piosenki są świetne i przeciwieństwie do więszości musicali, nie są wymuszone i pasują w historię. Jeszcze jest naprawdę miłe przesłanie na temat rodziny i podążania za marzeniami. W dodatku cała interpretacja świata zmarłych jest naprawdę ciekawa...
...Ale, trudno mówić o tym filmie, bez wspominania tego, że Coco wielu aspektach przypomina inny animowany, meksykański film"The Book of Life". Mógłbym skomentować ten temat, niestety ja "The Book of Life" jeszcze nie widziałem. Jednak widziałem parę scen i słyszę jak inni się o tym mówili, więc choć nie zaprzeczam, że wizualnie są podobne, to z tego co wiem fabularnie się mimo wszystko różnię. A jak dla mnie, nawet jeśli film jest zrzynką, jest zrzynką, na której dla odmiany miałem przyjemność oglądać.
Zatem obejrzcię zwycięscę Oscarów jeśli jeszcze tego nie zrobiliścię (tak, w czasie pisania tego, Oscary jeszcze nie zostały przyznane, ale bądźmy szczerzy, nie ważne jak bardzo ludzie chcą by "Twój Vincent" wygrał, do snoby z Oscarów i tak wybiorą coś swojego, a resztę będą ignorować jak duchy).

Your Name

Your Name poster.png

TO JEST FILM, KTÓRY WSTRZĄSNĄŁ FANDOMEM ANIME JAK BURZA. Wszyscy o tym mówili, wszyscy wygłaszali jakie to arcydzieło, było wypuszczane na całym świecie (zwyjątkiem w Polsce, oczywiście, ale widziałem plakat w kinie jak byłem w Brukseli) i oczywiście Oscary kompletnie to zignorowały, bo "to nie jest hollywoodzkie".
Będę szczery tak, sporo osób o tym gadało, że postanowiłem nie słuchać nic o tym filmie, nie sprawdzałem o czym jest i wszelkie zachwyty unikałem, by tylko nie być zahypowany i nie skończyć rozczarowaniem w stylu "ee, nie jest tak dobry jak o nim było mowa". Dlatego nie będę pisał, o czym jest ten film, albo dlaczego warto go obejrzeć, gdyż taka reakcja ludzi powinna sama za siebie mówić, oraz wedlug mnie warto obejrzeć ten film na ślepo. Zaufacie mi WARTO!
Choć jednak, ma on uznanie za ARCYDZIEŁO JAPOŃSKIEJ ANIMACJI, to nie powiedziałbym, że to mój ulubiony film z tego roku i ten jaki mi brzypadł do gustu, został przez Your Name niezauważony. Jaki? A zgadnijcie co jest dalej na liśćie!

A Silent Voice

A Silent Voice Film Poster.jpg

To jest bez zaprzeczenia mój ulubiony film z tego roku. Chociaż jestem generalnie fanem filmów efekciarskich lub takich takich przedstawiające świat sposób inny niż zwykłe życie, gdyż żyję nim dosłownie codziennie, to nie oznacza, że nie mogę docenić dobrej historii o okruchach życia. Szczególnie takiej jaka jest wzruszająca i działająca na emocje, jak również jest dla mnie wielce znajoma i wielu przypadkach mogę sam do niej odnieść.
Zatem o czym jest? Film rozpoczyna się w czasach, gdy nasz główny bohater - Shōya Ishida chodzi do szkoły podstawowej i spotykam tam nową uczennicę - Shōko Nishimiya, która jest głuchota. Wraz z innymi kolegami z klasy, wyśmiewa i dokucza ją z powodu swojej niepełnosprawności. Lecz, to spowodowało, że stan dziewczynki się pogarszał i musiała odejść ze szkoły. Shōya natomiast został ukarany, i to jako jedyny z całej klasy, gdyż reszta uczniów zrzuciła całą winę na niego. Od tego momentu reszta filmu skupia się na życiu chłopaka po tym incydencie, jak stara się odpokutować za to co zrobił, oraz ponownie ułożyć sobie życie.
Powiem od razu, Ten film to wyciskacz łez. Dosłownie na każdej scenie się rozklejałem. To jeden z tych nielicznych filmów, który wpłynął tak bardzo na mnie emocjonalnie. To co się tym postaciął działo i starali się przewalczyć mimo utrudnie, jest takie wzruszające, że nie mogłem ich wspierać w najtrudniejszych chwilach i liczyć na to, że jakoś się im uda z tego wyjść.
"A Silent Voice" jest po prostu świetnym przedstawieniem, ludzi cierpiących na depresję, niepelnosprawność, aspołeczność i jak starają się z tym żyć. Jak wspomniałem wcześniej, jest to film, z którym w niektórych aspektach mogę się odnieść do samego siebie. Przykładowo, choć sam nie jestem niepełnosprawnym, to podobnie jak Shōko byłem dokuczany przez kolegów z klasy. Głównie dlatego, że byłem albo nie co ekscentryczny lub łatwy do irytowania. Ale z postacią, w której widzę samego siebie, to główny bohater. I tak, napoczątku filmu dokucza głuchej dziewczynce, ale jest ku temu. Był on w tedy dzieckiem i  z doświadczenia wiem, że dzieciaki mają jeszcze mało rozwinięty sens moralności i nie widzę, kiedy ich czyny mogę być widziane, albo jak niewinne żarty, bądź coś co może wyżądzić komuś krzywdę. I sam pierwszy akt pokazuje bardziej, że robił wraz ze swymi kolegami głównie po to by się z nimi zaznajomić. I bądźmy szczerzy, zapewne, któryś z was był taki jak on w dzieciństwie. Natomiast, to w czym ja jestem z nim podobny, jest fakt, jego aspołeczności. W dalszej części filmu, kiedy jest nastolatkiem, Shōya nie mógł uzyskać żadnego kontaktu z innymi rówieśnikami i przez cały film stara się ponownie zawrzeć znajomości, jak również zrozumieć czym właściwie przyjaźń. Sam, nie jestem zbyt towarzyską osobą. Chociaż mam znajomości w szkolę i staram się rozmawiać z rówieśnikami, to może poza facebookiem, nigdy nie wychodziłem na spotkania z kolegami, bądź nie uczęszczałem na imprezach. Głównym tego powodem jest fakt, bycie kozłem ofiarnym w podstawówce. Nie mogłem zawrzeć w tedy żadnej relacji z kolegami, gdyż każdy mi dokuczał bądź irytował, przez co miałem słabe zdolności robienia przyjaciół, bądź inwestowania w rozmowy. Zwykle jak koledzy z klasy rozmawiali, jak siedziałem w końcie i zajmowałem się swoimi sprawami. Oczywiście z czasem, to staram się przewalczyć i rozmawiam z innymi ludźmi na tematy, o które mogę pomyśleć, choć nie będę kłamał, że wciąż nie jest przynajmniej trochę nieśmiały.
To mniej więcej dlatego uznaję "A Silent Voice" jako mój ulubiony film z 2017 roku. Uważam go nawet za lepszy niż Your Name. A jeśli macie zamiar go obejżeć, to polecam wziąść całą masę chusteczek.


Zatem to już koniec mojej listy filmu, które najbardziej mi się spodobały z zeszłego roku. Mam nadzieję, że wziąłęm prawidłowe opinie i nikogo nie uraziłem swoim zdaniem. To nie to, że ta lista jest jakaś "subiektywna" czy coś w tym stylu. Najważniejsze jednak jest to, że nie zapomniałem o żadnym filmie o jakim chciałem tu napisać. Dosłownie żadnym ....
Znalezione obrazy dla zapytania gwiezdne wojny to be continued

Komentarze